Na początku byli sobie Krystian, Leszek
i Maciek. Leszek grał na gitarze i śpiewał
a reszta tylko śpiewała na mszach
w miejscowym kościele. Później Maćkowi spodobało się szarpanie strun i pożyczył gitarę od Leszka, który właśnie nabył nowy instrument - wspaniale brzmiącą 12-strunówkę. Początki były trudne ale w końcu podstawy zostały opanowane i trio wzbogaciły dźwięki drugiej gitary. Maciek grał bliżej kluczy, Leszczu bliżej mostka.
Tak się przyjęło i dzięki temu Leszek zaczął grać pierwsze solówki.



Chłopaki długo nie pograli, bo po skończeniu liceum Maciek poszedł trochę inną ścieżką niż dwaj pozostali kumple. Wszyscy chwilowo prowadzili ustatkowany tryb życia do czasu, gdy Leszczu skręcił w inną ścieżkę niż Krystian, a Maćka z zakrętu wyrzuciło i wylądował przy Leszku. Chłopaki złapali za gitary i wrócili do tego, co robili wcześniej. Nie wiadomo kiedy granie wyłącznie kościelne rozszerzyło się o szkolne akademie. Wiadomo natomiast, skąd nagła niechęć Leszcza do metalowych strun. Leszek jakiś czas wcześniej poznał Ernesta, który pokazał mu co można zagrać na gitarze klasycznej. Od tej chwili zapragnął grać na klasyku. Dwa akustyki w pokoju Leszka nie mogły w tej sytuacji długo poleżeć. 12 strun ocalało, a miejsce elektroakustyka zajęła nowiutka, elektroaklasyczna Farra. Maciek już wcześniej zakupił elektro - ale tu różnica - akustyka, którego klasyk raczej w najbliższych latach nie wyprze. Powód bardzo prosty - po pierwsze Maciek nauczył się grać "piórkiem" i teraz brakuje mu cierpliwości by uczyć gry palcami, po drugie brzmienie metalowych strun baaardzo mu się podoba.

Od tej pory wszystko zaczęło się dość prężnie rozwijać. Chłopaki załapali się na staż w Ośrodku Kultury w Wiśniowej, poznali tam kilka fajnych osób i stali się świadomi możliwości sprzętu zgromadzonego w "kanciapie". Poznali też Darka Przystasia zwanego "Blekiem". Bleku zaczynał przygodę ze strunami od gitary akustycznej, jednak los pchnął go w stronę Niewodnej, gdzie kumplom z miejscowej kapeli "Rewizja" brakowało basisty. Bleku nie zastanawiał się długo i rozpoczął naukę szarpania 4 strun. Jako, że mieszkał obok O.K. czasami przesiadywał ze stażystami i tak w momencie, gdy "Rewizja" przechodziła mały kryzys, narodziła się myśl, by sklecić w trójkę jakiś zespolik, wykorzystać możliwości oferowane przez miejscowy Ośrodek Kultury i pokazać się szerszej publiczności. Tak powstał zalążek obecnego zespołu.

Zaczęły się pierwsze próby, zostały opracowane pierwsze piosenki i okazało się, że aby wszystko miało ręce, nogi i w miarę dobre brzmienie, chłopaki muszą skupić się na graniu, a śpiew pozostawić komuś innemu. Rozpoczęły się poszukiwania wokalistki... no tak, dlaczego wokalistki skoro do tej pory wszystkie piosenki były robione pod męski wokal? Ano nie wiemy czemu... :)
Tak czy owak, Bleku na pewnej imprezce, a raczej pod imprezką, na stacji, czy też "pod pocztą", zapoznał Leszcza z Karolką. Po krótkiej rozmowie Karolina została zaproszona na próbę. Okazało się, że Maciek Karolkę znał już wcześniej ale nie wiedział o jej talentach wokalnych, za to wiedział o talencie rajdowym :) Ale nie jako kierowcy, a pilota. Dzielnie wzywała pomocy gdy koleżanka (kierowca) usiłowała przestawić pewną bramę wjazdową, która "jakoś" znalazła się na drodze czerwonego... Fiata 126p :)
Początki były trudne ale Karolka po oswojeniu się z repertuarem została pełnoprawnym członkiem zespołu.

(UWAGA! Zmiana stylu. Celowa, więc prosimy się nie czepiać. Dziękujemy! :)

Kiedy znaleźliśmy już wokalistkę, pojawił się kolejny problem: skoro muzyka chrześcijańska, to może jakieś solo skrzypiec? No i jakieś gongi? Nikt z naszych znajomych nie grał na skrzypcach. Bleku dał Leszczowi numer skombinowany od koleżanki... kolegi... przyjaciółki Gosi. Gosia jednak studiuje w Krakowie i nie ma szans na wspólne próby i częste wyjazdy. Kolejny pomysł Bleka okazał się powodzeniem - Ula była, jak się okazało, praktycznie na miejscu. No a my do tej pory nie mieliśmy okazji poznać jej geniuszu muzycznego i kunsztu wykonawczego w technice skrzypcowej :) Ula przyszła na przesłuchanie - nieskrępowana zupełnie (prawdopodobnie brakiem konkurencji) i zapytała: "No, to co wam zagrać?!". Od razu została na próbie i kilka dni później zagraliśmy już razem.

Problem z kongami, gongami, bongosami... Cokolwiek pukającego... Wiele dziewczyn wśród znajomych "coś puka"... ale jest to czasem zatrważająca wirtuozeria! ;) Przez znajomych dotarliśmy do Tomka - perkusisty z kapeli grającej na wszelakiego rodzaju imprezach i gdzie się tylko da. Nie grał już kopę lat na bongosach, ale jego kaskaderskie i niekonwencjonalne użycie perkusji przypadło nam od razu do gustu.

I oto jesteśmy!

Może jeszcze kilka słów o sukcesach:

Sukcesem jest niewątpliwie to, że mimo różnic w muzycznych gustach
i zainteresowaniach, jakoś ze sobą wytrzymujemy i gramy.

Sukcesem jest brak kłótni na próbach i w ogóle.

Nasz pierwszy sukces odniesiony w "potyczkach międzyzespołowych", to wyróżnienie
w XVI Podkarpackim Konkursie Piosenki Religijnej - Sędziszów Małopolski 2006.






Zalecamy oglądanie strony w rozdzielczości 1024 x 768 lub większej
Kopiowanie elementów strony bez zgody autora zabronione!
Projekt i wykonanie strony: Maciej Płoucha